Wrocław, rejon placu św. Macieja (zespół urbanistyczny), 1873
Wikimedia Commons, Lidia Aria Nowakowska, licencja: https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/pl/deed.pl [zdjęcie wykadrowane]
Autor Julian Bakuła - 21 Sierpnia 2020

Mija 10. rocznica słynnej libacji na skwerku. Internauci nadal pytają o sprawców

Dziś mija dziesiąta rocznica słynnej libacji na skwerku, o której jako pierwsza - i jedyna w Polsce - poinformowała Gazeta Wrocławska. Sensacyjna wiadomość obiegła wtedy cały polskojęzyczny Internet, sprawców libacji do dziś nie ustalono. Reporterom Super Expressu udało się za to dotrzeć do autorki tego przełomowego dla polskiego dziennikarstwa tekstu - Martyny Jurkiewicz - która nie pracuje już w tym zawodzie, lecz wspomina te czasy z sentymentem.

Libacja na skwerku do dziś pozostaje niewyjaśniona

Dnia 21 sierpnia 2010 roku Gazeta Wrocławska zamieściła na swojej stronie artykuł pod wiekopomnym tytułem "Wrocław: Libacja na skwerku", który w krótkim czasie podbił całe połacie polskiego Internetu. Artykuł w sugestywny sposób przedstawiał bezradność policji wobec wykroczenia jakiego miała dopuścić się grupka mężczyzn, spożywając alkohol na skwerku jednego z wrocławskich parków. Po przybyciu funkcjonariuszy na miejsce okazało się, że nikogo tam nie ma. Sprawa pozostaje enigmatyczna, jednak wszystko wskazuje na to, że sprawców do dziś nie zdołano zidentyfikować. Reporterom Super Expressu udało się za to zidentyfikować autorkę artykułu Gazety Wrocławskiej i zarysować kulisy jego powstania.

Libacja na skwerku została opisana na łamach Gazety Wrocławskiej w początkowej fazie jej internetowej działalności. Redaktorzy mieli wtedy dopingować autorów do pisania jak największej ilości artykułów na aktualne tematy z życia Wrocławia. Oczekiwano od nich tworzenia nawet czterech materiałów w ciągu jednej godziny. Na napisanie jednego tekstu mieli więc 15 minut. Artykuły miały być także ciekawe i sprawdzone oraz... treściwe. W celu znalezienia odpowiednich tematów dziennikarze Gazety Wrocławskiej wydzwaniali po lokalnych służbach, wypytując policję, straż miejską i straż pożarną o najnowsze zgłoszenia, interwencje czy śledztwa. Czasem jednak po prostu nie było o czym pisać, a natarczywość dziennikarzy doprowadzała funkcjonariuszy do szewskiej pasji. "Nie raz, nie dwa wkurzony oficer dyżurny drogówki czy straży pytał, czy jesteśmy normalni" - relacjonuje autor Super Expressu, który swego czasu pracował także dla Gazety Wrocławskiej.

Planujesz wakacje? A może pracujesz za granicą? Możesz się srogo rozczarować, rząd chce znów zamknąć nieboPlanujesz wakacje? A może pracujesz za granicą? Możesz się srogo rozczarować, rząd chce znów zamknąć nieboCzytaj dalej

DZISIAJ GRZEJE:
1. 10-letnia dziewczynka zaszła w ciążę. Porażające, kto okazał się ojcem
2. Podwyżki dla posłów, ale nie dla Polaków? Rząd zdecydował, wszystko jest już jasne
3. Dziennikarka "Dzień dobry TVN" odchodzi, bo była "niewygodna"? Zaskakujące doniesienia

Libacja na skwerku odmieniła oblicze polskiego dziennikarstwa

Jak relacjonuje Super Express, wiosną 2010 roku do redakcji Gazety Wrocławskiej dołączyła Martyna Jurkiewicz, 22-latka z ambicjami dziennikarskimi. Pracowita dziennikarka, chcąca nauczyć się dziennikarskiego rzemiosła w renomowanej gazecie, szybko awansowała na stanowisko dyżurnej. Zajmowała się relacjonowaniem bieżących wydarzeń z życia miasta. Gdy jednak któregoś dnia "nic się nie działo", a nie zdołała wyrobić normy czterech tekstów na godzinę, nie spotkała się z wyrozumiałością przełożonego, który naciskał, że musi coś wymyślić. Dziennikarka zadzwoniła więc na policję i dopytywała oficera dyżurnego do skutku, aż ten w końcu zdradził jej szczegóły ostatniej interwencji funkcjonariuszy policji. Tak powstał artykuł składający się z dwóch następujących zdań: "Policjanci dostali dzisiaj zgłoszenie, że na skwerku w jednym z wrocławskich parków grupka mężczyzn pije alkohol. Gdy funkcjonariusze przyjechali na miejsce okazało się, że nikogo tam nie ma." Przykuwający uwagę tytuł oraz rozbicie dwóch zdań na nagłówek i jedno zdanie treści pozwoliły zbudować napięcie. To zapewne schludna forma artykułu sprawiła, że jego absurdalność uszła uwadze redaktora zajmującego się zatwierdzaniem i publikacją treści.

Kierowcy mają się czego obawiać, wraca mandat za brak maseczki w aucie. Bardzo łatwo możesz go dostaćKierowcy mają się czego obawiać, wraca mandat za brak maseczki w aucie. Bardzo łatwo możesz go dostaćCzytaj dalej

W krótkim czasie artykuł Martyny Jurkiewicz zrobił ogromną karierę w sieci, co wywołało konsternację w redakcji Gazety Wrocławskiej. Z jednej strony dzieło młodej dziennikarki zapewniło portalowi gazety mnóstwo odsłon i zainteresowanie innych mediów, z drugiej - wystawiło redakcję na pośmiewisko. Artykuł przez długi czas pozostawał w redakcji tematem tabu. Dopiero później Gazeta Wrocławska sama również zaczęła się z niego śmiać, a nawet przypominać o jego istnieniu. Tymczasem dziennikarka sama odeszła z redakcji i obrała inną ścieżkę kariery, zajmując się między innymi PR-em. Udzielała się publicznie, kandydując na stanowisko sołtysa zamieszkiwanej przez siebie miejscowości. Stoi na czele koła gospodyń wiejskich, została także mamą. - Gdy wspominam "Libację", to przede wszystkim bardzo się śmieję. Ten artykulik jest po prostu śmieszny. No i niech będzie przestrogą dla różnych szefów, żeby tak nie cisnąć podwładnych, bo wtedy różnie może się skończyć - przytacza jej słowa Super Express. Sam artykuł przez lata pobił wszelkie rekordy popularności, był również szeroko dyskutowany. Do dziś uzbierały się pod nim 484 komentarze.

ZOBACZ TAKŻE:

  1. Niemieckie media oceniły Roberta Lewandowskiego. Aż trudno uwierzyć, jakie oceny dostał
  2. Nowy zakaz dla części turystów. Dotyczy tysięcy ludzi
  3. Polacy ruszyli po zwolnienia lekarskie. Ale wcale nie do internisty
  4. ZUS będzie przyznawał sowite dofinansowanie. Czas na wniosek mija już 31 sierpnia
  5. Zajęli mu konto za 14 lat niepłacenia abonamentu, zrobił więc jedną rzecz. Sąd uznał, że nie musi płacić
  6. Babcia zdradziła jej 7 sekretów kiszenia ogórków. Dzięki nim zawsze wyjdą idealnie twarde i chrupkie
Bolesne zderzenie z rzeczywistością. Przyszli emeryci będą musieli przeżyć za 30% swoich pensjiBolesne zderzenie z rzeczywistością. Przyszli emeryci będą musieli przeżyć za 30% swoich pensjiCzytaj dalej

Koniecznie obejrzyj nieziemsko prosty i szybki przepis na przepyszny posiłek!

Następny artykułNie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj biznesinfo.pl na:Obserwuj nas na Google News Google News