Dyskoteki znów otwarte
Pexels/Wolfgang
Autor Maria Glinka - 24 Stycznia 2021

Dyskoteki i kluby otworzyły się na weekend. Policja tylko w jednym miejscu spisała 139 osób

Dyskoteki, podobnie jak restauracje i hotele, otworzyły się mimo obowiązujących zakazów. Kluby muzyczne ugościły jednak nie tylko spragnionych rozrywki Polaków, lecz także inspektorów sanitarnych i funkcjonariuszy policji. Tylko na jednej imprezie mundurowi spisali aż 139 osób.

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie rządowe zapisy podważa branża rozrywkowa
  • Które dyskoteki zorganizowały weekendowe imprezy
  • Ile osób bawiło się w klubach

Dyskoteki mają dość lockdownu

Właściciele dyskotek, restauracji, hoteli i wyciągów narciarskich nie mogą pozwolić sobie na kolejne tygodnie pandemicznego zamknięcia. W związku z tym, że apele o zmniejszenie restrykcji spotkały się z odmową, zarządcy postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. 18 stycznia w ramach ogólnopolskiego buntu przedsiębiorców otworzyły się restauracje i hotele. W ten weekend do strajku przyłączyły się także dyskoteki.

Zarządcy, zmęczeni wielotygodniowym lockdownem, powołują się na wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Opolu. Zgodnie z decyzją sądu przepisy zakazujące prowadzenia działalności gospodarczej umieszczone w rządowych rozporządzeniach są niezgodne z prawem ustawowym i konstytucją RP.

Dyskoteki tłumnie oblegane. Są już pierwsze mandaty

RFM FM donosi, że na sobotnie otwarcie zdecydował się klub w centrum Rybnika (woj. śląskie). Oficjalnie nie zorganizowano dyskoteki, a zebranie strajku przedsiębiorców.

- Jak się okazało, w miarę upływu czasu, w lokalu pojawiało się coraz więcej osób. Część z nich nie przestrzegała obowiązku zakrywania twarzy, spożywała alkohol w miejscu objętym zakazem oraz próbowała wprowadzić interweniujących policjantów w błąd, podając fałszywe dane osobowe - poinformowali funkcjonariusze policji, którzy zwizytowali klub.

Za wszystkie wykroczenia uczestnicy imprezy zostali ukarani mandatami. Policja spisała łącznie 139 osób. Dokumentacja z dyskoteki już niebawem trafi do prokuratury i sanepidu.

W nocy z sobotę na nadzielę imprezy zorganizowały także dyskoteki w Tarnowie (woj. małopolskie): Alfa Club, Blue Velvet i 2face Music Club. Właściciele zachęcali do zabawy na portalach społecznościowych, informując o „zajęciach tanecznych” lub o formowaniu struktur strajku przedsiębiorców.

Internetowe ogłoszenia nie umknęły także funkcjonariuszom. Onet podaje, że policjanci i inspektorzy sanitarni skontrolowali dwa tarnowskie kluby. W jednym z nich przebywało kilkanaście, a w drugim - kilkadziesiąt osób. Według anonimowego źródła PAP były momenty, gdy na imprezach bawiły się tłumy.

Okazuje się, że wszyscy uczestnicy dyskotek nosili maseczki. Również obsługa była zaopatrzona w nakrycia twarzy. Między stolikami zachowano bezpieczny dystans, a do dyspozycji imprezowiczów pozostawał płyn do dezynfekcji. Policja sporządziła notatki i będzie dalej analizowała weekendowe zdarzenia.

Na budowanie struktur strajku przedsiębiorców w ramach dyskoteki zapraszał także klub Casanova w Cichem na Podhalu. Na Facebooku udział w wydarzeniu zadeklarowało 235 osób. Liczba zainteresowanych wynosiła 547. Przed imprezowiczami do klubu wkroczyli jednak policjanci i sanepid. Następnie do środka weszli młodzi ludzie w maseczkach.

Restauracje również mówią „dość”

Dyskoteki na południu Polski to nie jedyne miejsca, które cieszyły się ogromną popularnością w ostatnich dniach. Business Insider Polska donosi, że do buntu przedsiębiorców przyłączyła się m.in. restauracja „Góraleczka” zlokalizowana na Krupówkach w Zakopanem. Tuż po otwarciu zajęto niemal wszystkie stoliki, a media społecznościowe obiegły zdjęcia gigantycznej kolejki, w której klienci czekali na wolne miejsca.

- Zatrudniam prawie 40 osób, których nie chcę mieć na sumieniu. Codziennie ktoś przychodzi z płaczem, że nie ma na czynsz, na prąd, na wodę i to są te czynniki ludzkie, które spowodowały, że zdecydowaliśmy się na otwarcie tej restauracji. My nie dostaliśmy żadnego wsparcia, żadnej tarczy, ponieważ działamy od niedawna i nie możemy dłużej czekać, musimy płacić rachunki - przyznał właściciel zakopiańskiego lokalu.

Na kolejny tydzień lockdownu nie mogła pozwolić sobie również restauracja Oliviarnia w Łodzi. Lokal ponownie ugościł klientów w sobotę 23 stycznia. Portal dzienniklodzki.pl podaje, że do środka wkroczyła także policja i sanepid. Jednak właścicielka Oliviarni, Anna Kaźmierczak, przyznała, że kontrolerzy nie potrafili wskazać innej podstawy prawnej do zamknięcia restauracji niż powszechnie podważane rozporządzenie. Zarządczyni nie otrzymała mandatu i oznajmiła, że w dalszym ciągu będzie przyjmować klientów.

- Na początku stosowaliśmy się do wszystkich obostrzeń, ale w końcu przestało być nas na to stać. Docierają do nas informacje, że lockdown ma potrwać do kwietnia, nie możemy sobie na to pozwolić. Wzięliśmy duży kredyt na tę restaurację, tymczasem nie mamy pieniędzy na życie, rachunki. Nie otrzymaliśmy pomocy w ramach żadnej tarczy antykryzysowej, jest duże ryzyko, że stracimy lokal - tłumaczyła Kaźmierczak.

Następny artykułNie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj biznesinfo.pl na:Obserwuj nas na Google News Google News