Dług publiczny znacząco wzrośnie
pixabay/BeatriceBB
Autor Radosław Święcki - 24 Kwietnia 2020

Dług publiczny z ogromnym wzrostem. Zadłużenie powiększy się o 200 mld zł

200 mld zł – o tyle w ocenie ekspertów może wzrosnąć polski dług publiczny przez kryzys spowodowany pandemią koronawirusa. Ekonomiści nie mają wątpliwości, że zmieszczenie się w konstytucyjnych limitach nie będzie możliwe bez stosowania tzw. kreatywnej księgowości.

Dług publiczny znacząco wzrośnie

Dług publiczny pod koniec ubiegłego roku przekraczał 990 mld zł, co oznacza, że w porównaniu z 2018 r. wzrósł o 6,6 mld zł. Takie wzrosty to jednak historia, bowiem w związku z pandemią koronawirusa sytuacja gospodarcza w Polsce i na świecie zmieniła się o 180 stopni.

Premier Mateusz Morawiecki – jak przypomina Money.pl – zapowiedział już, że rząd nie będzie wsłuchiwał się w opinie środowisk liberalnych, nawołujących do cięć budżetowych, po to by nie powiększać długu publicznego. O ile zatem może wzrosnąć dług publiczny?

- Można się spodziewać przyrostu długu o około 10 proc. PKB, czyli 200 mld złotych – prognozuje w rozmowie z Money.pl prof. Jacek Tomkiewicz z Akademii Leona Koźmińskiego

Prof. Tomkiewicz wyjaśnia, że o ok. 5 proc. PKB (100 mld zł) spadną dochody publiczne tylko na skutek kurczenia się gospodarki, podczas gdy jest wiele decyzji rządu obniżających dochody publiczne (np. zawieszenie i redukcje w składkach i podatkach) i zwiększających wydatki (np. dopłaty do pensji czy zwiększone koszty systemu ochrony zdrowia), co podwoi tę kwotę.

Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) ocenia wzrost polskiego deficytu, a więc i długu publicznego na 6,7 proc. PKB. Ekonomiści ING zwracają jednak uwagę, że prognoza ta nie obejmuje skutków opóźnienia likwidacji OFE, drugiej tarczy antykryzysowej oraz tzw. tarczy finansowej.

- Po uwzględnieniu drugiej tarczy i braku dochodów z OFE prognoza deficytu MFW zbliża się do naszych wcześniejszych szacunków na poziomie 7,8 proc. PKB, ale należy jeszcze dodać potencjalne koszty tarczy finansowej. Po uwzględnieniu tego elementu deficyt finansów publicznych sięgnie naszym zdaniem 11 proc. PKB – cytuje opinię ekonomistów ING Money.pl.

Konieczna będzie kreatywna księgowość

W ocenie prof. Tomkiewicza spodziewany przyrost zadłużenia nie powinien naruszyć limitu zadłużenia zapisanego w Konstytucji. Przypomnijmy, że jest to 60 proc. PKB.

- Powinniśmy zmieścić się poniżej ustawowych granic, ale na pewno odbędzie się to przy użyciu kreatywnej księgowości, która psuje przejrzystość stanu finansów państwa – mówi prof. Tomkiewicz.

Istotne jest również, by nie przekraczać granicy 55 proc. PKB z ustawy o finansach publicznych.

- Powyżej tej granicy trzeba prowadzić szereg bolesnych operacji redukujących nierównowagę w finansach publicznych. Przy optymistycznym scenariuszu, czyli stosunkowo niewielkim deficycie i szybkim odbiciu gospodarki, powinniśmy się zmieścić poniżej ustawowej granicy 55 proc. PKB – tłumaczy ekonomista, dodając jednak, że przy niekorzystnym splocie wydarzeń, takich ja głębsza recesja i słabszy złoty istnieje poważne ryzyko przekroczenia ustawowych granic. Właśnie wtedy mogą zostać zastosowane mechanizmy omijania regulacji.

- Podmiotem, który może zaciągać długi i finansować z tych środków gospodarkę, jest Polski Fundusz Rozwoju. Nie jest częścią sektora finansów publicznych. Oznacza to, że dodatkowe zadłużenie nie zwiększy oficjalnego poziomu długu publicznego – wyjaśnia prof. Tomkiewicz.

Ekonomista zwraca również uwagę, że reakcje agencji ratingowych i rynków walutowych wskazują, że zapowiedziany przyrost długu został przyjęty ze zrozumieniem.

- Raczej nie grozi nam kryzys finansowy, jeśli sytuacja bardzo się nie pogorszy - podsumowuje prof. Tomkiewicz.

Money.pl zwraca uwagę, że Polska ma znacznie niższy dług publiczny niż dotknięte szczególnie koronawirusem Włochy (137,5 proc. PKB), czy Hiszpania (97,9 proc. PKB), a nawet Niemcy (62,6 proc. PKB).

Następny artykułNie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj biznesinfo.pl na:Obserwuj nas na Google News Google News